poniedziałek, 20 czerwca 2011

O nowym życiu na domniemanym końcu świata.

Prawy łotr raczej nie należał do osób lubianych w okolicy. Może dlatego, że był on krnąbrnym, napuszonym i zarozumiałym jegomościem. Jednocześnie piastował bardzo wysokie stanowiska w Zadbanej Krainie (tak właśnie nazywała się kraina na domniemanym końcu świata), więc ci którym udało się wkupić w jego łaski bardzo korzystali na tej znajomości. Sam łotr doskonale zdawał sobie sprawę, że ludzie którzy tak się do niego łaszą, bynajmniej nie robią tego ze szczerego uczucia uwielbienia. Nie przejmował się tym zbytnio, ponieważ on również nie przepadał za swoimi sąsiadami. W całej krainie był tylko jeden człowiek, który swoją próżnością dorównywał panu prawemu i tym samym zasłużył sobie na sympatię z jego strony. O nim jednak będzie kiedy indziej.
Znając już odrobinę charakterystykę prawego łotra, możemy się domyśleć jakim zdziwieniem dla wszystkich było to, że przyjął on jakąś obdartą szamankę pod swój dach. Do tego wszystkiego ją umył, ubrał, nakarmił i przy okazji się w niej zakochał. I nawet gdy królewna zaczęła wyglądać jak człowiek, inni nadal postrzegali ją jako wiedźmę. W końcu postacie, które rozkochują w sobie osoby bez duszy, same muszą być jakimiś opętanymi zmorami. Z czasem na okolicznych domach zaczęły pojawiać się dziwne łańcuchy. Ich nietypowość polegała na tym, że z daleka bardzo dobrze udawały świąteczne dekoracje, jednak jak się im dokładniej przyjrzało, okazywały się być plątaniną krzyży, ząbków czosnku oraz drewnianych kołków. Wszyscy się bowiem bali, że drętwa zjawa zawładnie i ich umysłami, pożre ich dzieci i zniszczy zadbane trawniki.
Nowa sytuacja, w której znalazła się królewna tak ją przytłoczyła, że nawet nie zwróciła uwagi na wrogość ze strony otoczenia. Nie wchodziła z nimi w interakcję, ponieważ wydawali jej się po prostu nudni i zbytnio poukładani. Nie dało się jednak ukryć, że pierwszy raz od wielu lat miała prawdziwy dom, w którym wszystkie okna były całe. Jej życie stało się czyste, schludne i straszne. Było jej się bardzo ciężko przystosować do nowego otoczenia, które łudząco przypominało znienawidzony przez nią dwór ojca, Króla Taty III.
Prawy łotr wyczuł jej obawy i zatrudnił ludzi, którzy przystosowali jeden z pokoi tak, aby spodobał się królewnie. Mogłoby się wydawać, że będzie to obskurna rudera na wzór szopy jakiegoś zachlanego drwala, lecz nasze wyobrażenia są jak najbardziej mylne. Pokój był turkusowy i znalazło się w nim wszystko, co jest potrzebne do życia drętwej władczyni. Wydawałoby się, że do szczęścia brakowało królewnie tylko syreny w salonie, jednorożca w wannie oraz ukochanego grubego kota Morświna. Niestety bardzo szybko w naszej bohaterce odezwały się wędrownicze instynkty.  Starała się namówić łotra, aby wyruszyli w malowniczą podróż w nieznane, jednak ten stawiał duży opór. Wiele on słyszał o szukanym przez królewnę pubie i jakoś nie wyobrażał sobie, swojej prawości w tym parszywym miejscu. Zdecydowanie większą odnajdował radość w gnębieniu sąsiadów, a jego nowa współlokatorka doskonale ich straszyła. Dlatego też łotr, który odnajdował również radość w przebywaniu z drętwą ukochaną, musiał znaleźć sposób by ją przy sobie zatrzymać. A ona coraz częściej myślała o tym, że skoro łotr nie chce wyruszyć z nią, będzie musiała uczynić to sama. Działała machinalnie, a w takim procederze nie ma miejsca na ludzkie emocje, takie jak ciepłe uczucia do łotra.

Stopka

Wszystko co znajduje się na tym blogu jest w całości wykonane przez Czarzastą, Małgorzatę Olgę, tutejszą królewnę, jak kto tam woli. Zaczynając od grafiki, poprzez kodowanie, kończąc na słowach. Uprzejmie proszę o powstrzymanie się od wszelkich grabierzy, ponieważ owe dzieło jest dla mnie przeraźliwie ważne. Zaś chęć bycia niepowtarzalną popycha mnie do czynów heroicznych. Jednym z nich było stworzenie dziewczęcia i kocięcia (bez względu na co wam to zwierze wygląda).
Chciałam bardzo podziękować wszystkim, którzy pomogli mi w powstawaniu tego bloga, szczególnie Prawemu Łotrowi.

© by Małgorzata Olga Czarzasta 2007/12