poniedziałek, 5 marca 2012

O tym jak Królewna przestała być królewną.

Z bliżej niewyjaśnionych powodów, Królewna została jednak w Zadbanej Krainie. Bardzo możliwe, że pomysł dalszej podróży w nieznane wypadł jej po prostu z głowy. Bardziej prawdopodobne jest przypuszczenie, że gdy dochodziła do drzwi frontowych napotkała Prawego Łotra, który zawrócił ją z powrotem do domu. Najprawdopodobniej po tym incydencie zrobił jej pranie mózgu, w efekcie czego zupełnie zapomniała o świecie znajdującym się poza granicami domu, w którym przebywała. A może było zupełnie inaczej. Jedno jest pewne, Królewna została u Łotra.
Wiodło im się nawet nie najgorzej. Ich kłótnie, o to kto ma rację i jaki to ma sens, regularnie słychać było w całej okolicy. Nie obyło się też bez kilku nowych prób ucieczki z Zadbanej Krainy. W dość krótkim czasie, nie tylko najbliżsi sąsiedzi, ale i ci z samego końca krainy wiedzieli, że Królewna pisze pamiętnik, do którego to Łotr czasami zagląda. Była to dość drętwa i mało zrozumiała twórczość drętwej władczyni, ale wystarczająco osobista ażeby stała się powodem kolejnych karczemnych awantur, oraz kolejnych ucieczek głupiutkiej pisarki. Tym razem Królewna doszła aż do potu dzielącego posiadłość pana Prawego, z terenem kogoś zapewne mniej przyzwoitego, zanim została przywleczona ponownie do swojej komnaty. Nie da się ukryć, że sąsiedzi ciężkie mieli życie z drętwo prawym duetem.
Aż pewnego dnia, gdy Królewna się obudziła okazało się, że nie jest ona już królewną. Można  by przypuszczać, że procesy zapominania bardzo dynamicznie postępujące przez ostatnie miesiące, mieszkania w Zadbanej Krainie sprawiły, że zapomniała ona o swoim pochodzeniu. Powoli drętwa władczyni, która stała się właśnie kimś zupełnie innym, zapominała jak ma na imię, oraz jak konsumuje się zupę. Prawy Łotr bardzo dbał o swoją podopieczną i zapewniał jej bardzo wyszukane posiłki. Wśród nich znajdowały się także różnego rodzaju zupy. Jednak praktycznie za każdym razem, trzeba było dziewczęciu na nowo pokazywać, jak się danie konsumuje.
Tym razem było to jednak coś innego. Możliwe, że nasza bohaterka nie zorientowałaby się, że coś się w niej zmieniło, gdyby nie próbowała wstać, co okazało się niemożliwe. Lekkim przegięciem byłoby, gdyby zapomniała jak się wstaje, więc coś zdecydowanie musiało być nie tak. Jak co dzień  wydarła się do swego opiekuna, aby ten szybko do niej przyszedł. Ponieważ była to czynność nagminnie się powtarzająca, Łotrowi trochę zajęło, zanim raczył się zjawić w pokoju królewny, która już nią nie była. Wielce się zdziwił, gdy zobaczył co znajdowało się w łóżku. To coś, czym stała się drętwa władczyni, nie przypominała nawet za bardzo człowieka. Z jednej nogawki  piżamowych spodni wystawała obślizgła kończyna. Nie miała ona jednak stopy. Druga nogawka wydawała się być pusta. Włosy tego stworzenia gdzieniegdzie wpadały w błękit, zaś w innych miejscach były zgniłozielone. Najogólniej były one koloru turkusowego. Dziewczę, które zasypiało będąc królewną, obudziło się jako syrena.
Gdy szok przestał paraliżować Prawego Łotra i powrócił on do racjonalnego myślenia, zdał sobie sprawę jak bardzo cała sytuacja jest zabawna. Padł więc na ziemię i zaczął się po niej tarzać ze śmiechu. Widok rybiego zadka w piżamie, faktycznie musiał wyglądać dość groteskowo. Oczywiście skandaliczne zachowanie Łotra było fantastycznym powodem do wszczęcia kolejnej karczemnej awantury.  Jednakże nowo odkryta syrena wydawała się zdawać sprawę ze swojego żałosnego położenia. Odkąd nie mogła wstać z łóżka, stała się zupełnie zależna od swojego współlokatora.
Tego poranka drętwa Królewna, która przemieniła się w niemniej drętwą syrenę przestała być ukochaną Prawego Łotra. W końcu kto by chciał rybę na swoją wybrankę? Ich relacje zaczęły przypominać układ „pan i jego zwierzątko”. Z powodu ograniczonych możliwości część Syrenki zamieszkała w wiadrze z wodą. Natomiast ta część, która się nie zmieściła się w naczyniu była bardzo nieszczęśliwa. Zaś Łotr miał przeogromny ubaw ze swojej odmienionej współlokatorki.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

O nowym życiu na domniemanym końcu świata.

Prawy łotr raczej nie należał do osób lubianych w okolicy. Może dlatego, że był on krnąbrnym, napuszonym i zarozumiałym jegomościem. Jednocześnie piastował bardzo wysokie stanowiska w Zadbanej Krainie (tak właśnie nazywała się kraina na domniemanym końcu świata), więc ci którym udało się wkupić w jego łaski bardzo korzystali na tej znajomości. Sam łotr doskonale zdawał sobie sprawę, że ludzie którzy tak się do niego łaszą, bynajmniej nie robią tego ze szczerego uczucia uwielbienia. Nie przejmował się tym zbytnio, ponieważ on również nie przepadał za swoimi sąsiadami. W całej krainie był tylko jeden człowiek, który swoją próżnością dorównywał panu prawemu i tym samym zasłużył sobie na sympatię z jego strony. O nim jednak będzie kiedy indziej.
Znając już odrobinę charakterystykę prawego łotra, możemy się domyśleć jakim zdziwieniem dla wszystkich było to, że przyjął on jakąś obdartą szamankę pod swój dach. Do tego wszystkiego ją umył, ubrał, nakarmił i przy okazji się w niej zakochał. I nawet gdy królewna zaczęła wyglądać jak człowiek, inni nadal postrzegali ją jako wiedźmę. W końcu postacie, które rozkochują w sobie osoby bez duszy, same muszą być jakimiś opętanymi zmorami. Z czasem na okolicznych domach zaczęły pojawiać się dziwne łańcuchy. Ich nietypowość polegała na tym, że z daleka bardzo dobrze udawały świąteczne dekoracje, jednak jak się im dokładniej przyjrzało, okazywały się być plątaniną krzyży, ząbków czosnku oraz drewnianych kołków. Wszyscy się bowiem bali, że drętwa zjawa zawładnie i ich umysłami, pożre ich dzieci i zniszczy zadbane trawniki.
Nowa sytuacja, w której znalazła się królewna tak ją przytłoczyła, że nawet nie zwróciła uwagi na wrogość ze strony otoczenia. Nie wchodziła z nimi w interakcję, ponieważ wydawali jej się po prostu nudni i zbytnio poukładani. Nie dało się jednak ukryć, że pierwszy raz od wielu lat miała prawdziwy dom, w którym wszystkie okna były całe. Jej życie stało się czyste, schludne i straszne. Było jej się bardzo ciężko przystosować do nowego otoczenia, które łudząco przypominało znienawidzony przez nią dwór ojca, Króla Taty III.
Prawy łotr wyczuł jej obawy i zatrudnił ludzi, którzy przystosowali jeden z pokoi tak, aby spodobał się królewnie. Mogłoby się wydawać, że będzie to obskurna rudera na wzór szopy jakiegoś zachlanego drwala, lecz nasze wyobrażenia są jak najbardziej mylne. Pokój był turkusowy i znalazło się w nim wszystko, co jest potrzebne do życia drętwej władczyni. Wydawałoby się, że do szczęścia brakowało królewnie tylko syreny w salonie, jednorożca w wannie oraz ukochanego grubego kota Morświna. Niestety bardzo szybko w naszej bohaterce odezwały się wędrownicze instynkty.  Starała się namówić łotra, aby wyruszyli w malowniczą podróż w nieznane, jednak ten stawiał duży opór. Wiele on słyszał o szukanym przez królewnę pubie i jakoś nie wyobrażał sobie, swojej prawości w tym parszywym miejscu. Zdecydowanie większą odnajdował radość w gnębieniu sąsiadów, a jego nowa współlokatorka doskonale ich straszyła. Dlatego też łotr, który odnajdował również radość w przebywaniu z drętwą ukochaną, musiał znaleźć sposób by ją przy sobie zatrzymać. A ona coraz częściej myślała o tym, że skoro łotr nie chce wyruszyć z nią, będzie musiała uczynić to sama. Działała machinalnie, a w takim procederze nie ma miejsca na ludzkie emocje, takie jak ciepłe uczucia do łotra.

Stopka

Wszystko co znajduje się na tym blogu jest w całości wykonane przez Czarzastą, Małgorzatę Olgę, tutejszą królewnę, jak kto tam woli. Zaczynając od grafiki, poprzez kodowanie, kończąc na słowach. Uprzejmie proszę o powstrzymanie się od wszelkich grabierzy, ponieważ owe dzieło jest dla mnie przeraźliwie ważne. Zaś chęć bycia niepowtarzalną popycha mnie do czynów heroicznych. Jednym z nich było stworzenie dziewczęcia i kocięcia (bez względu na co wam to zwierze wygląda).
Chciałam bardzo podziękować wszystkim, którzy pomogli mi w powstawaniu tego bloga, szczególnie Prawemu Łotrowi.

© by Małgorzata Olga Czarzasta 2007/12